|
Od kiedy Mosina wędruje do Matki Bożej Pocieszenia w Górce Duchownej nikt nie umie odpowiedzieć. Ja Mogę jedynie wspominać czasy od roku 1957.
Idąc wtedy jako 10-latek z podziwem słuchałem wspomnień osób, którzy mogliby być moimi pradziadami. Rano o 5.00 Msza Święta.
Honorem każdego pielgrzyma było przystąpić do Komunii Świętej, a że trzeba było być nadczo od północy, więc wymarsz na głodno o godz. 6.
Z przodu krzyż, sztandary, ksiądz i pozostali, wszystko zamykała platforma zaprzężona w dorodne konie p. Dutkowiaka,
służyła ona do przewożenia tobołków pielgrzymów. Całą grupę odprowadzali wierni z parafii. Po dordze wszystkie Kościoły były odwiedzane.
W Kościanie liczyło się, że to połowa drogi, odpoczynek nieco dłuższy (1 godzina). Drogi nie były jak teraz, jak był bruk to dobrze, a tak to
piach po kostki. Po 12 odzinach na miejscu. Krótkie powitanie, pokłon przed Cudownym Obrazem i zasłużone odświeżenie przy studni lub pompie.
Kto się czuł na siłach wracał do kościoła. Spanie na słomie w stodole. Rano obowiązkowo na odsłonięcie obrazu. Przed południem przyjeżdzali
mosiniacy, więc w pełnym rynsztunku wymarsza, aby ich powitać na dworcu. Pełen pociąg mosiniaków. Wiadomo, poniedziałek to dzień Mosiny
w Górce Duchownej. Wieczorem powrót, na dworcu czekali ze świecami i lampionami ci co nie mogli być w Górce. Przemarsz do kościoła na krótkie
nabożeństwo i na prawdziwy odpoczynek do domu.
Nadzeszły czasy gdy władze naszego państwa zakazały pielgrzymowania. Nie dotyczyło to jednak mosiniaków. O umówionej godzinie zbierała się
grupka wiernych Naszej Pani. Na czele krzyż zrobiony z pędów wierzby a po środku krzyżyk domowy, wszystko ubrane polnymi kwiatami.
Po drodze przed domami czekali ludzie, wiadomo, bo pójdą mosiniacy, gdzie niegdzie schłodzona kawa zbożowa. Przez większe miasta przemarsz
chodnikami. W Czempiniu i Kościanie trzeba było przejść koło posterunków Milicji. Ci co byli na służbie stali przy oknach albo na ulicach z czapkami
w ręku.
Do dzisiaj żyje spora grupa starszych ode mnie, mogli by Oni znacznie więcej powiedzieć, ale milczą. Czy warto swe wspomnienia zabrać do trumny?
Czy nie lepiej przekazać je innym? Gdy przywrócono możliwość pielgrzymowania zainteresowanie pielgrzymkami pieszymi osłabło. Dopiero młodzież
odnowiła tę naszą tradycję.
Za "kilka dni" znów przyjdzie czas by wziąć plecaczek, wygodne buty i wyruszyć w trasę. Obecnie jest to spacer w porównaniu z tym co było kiedyś.
Uwierzcie, że warto pokonać te kilka kilometrów dla Bożej Pani, by pochylić przed Nią głowę i prosić Ją o to, co kto ma w sercu.
Apeluję o znacznie większą frekwencję w tym roku!
Wieloletni pielgrzym.
|